Nie było mnie tu dłuuuuuuuugo.... Znowu z przyczyn niezależnych od operatora.
Najważniejsze: Oliwka nie będzie miała aż tak rozległych blizn,jak na początku nam się wydawało. Rany szybko się zagoiły, na szczęście,
Najpierw pojechaliśmy na tydzień do Szczyrku : ja, Piotrek i Oliwcia.
Tam miałam mały wypadek, którego skutkiem była pęknięta ręka i wstrząśnienie mózgu, ale szybko się wylizałam.
Potem miałam zwolnienie lekarskie, więc pojechałyśmy z Oliwcią do mojej babci; ma domek przy samym lesie, na wsi... super sprawa taki urlop :)
Piotrek nie pojechał z nimi, bo skończyło mu się wolne i musiał wrócić do pracy.
Kiedy wróciłam, Piotrek pewnego sobotniego wieczoru zaskoczy mnie pytaniem: "Co byś powiedziała, gdybym zaproponował, żebyście się do mnie przeprowadziły?",
Nie muszę chyba mówić, jak zakończyła się ta rozmowa :D
Byłam tak zajęta przeprowadzką, ze nawet nie miałam głowy na pisanie.
Matka się na mnie śmiertelnie obraziła, że jeszcze nie mam rozwodu, a już mieszkam z innym chłopakiem.
Ciąża siostry okazała się zagrożona i, biedactwo, musi leżeć przez cały czas :(
Jeśli chodzi o Tomka - mojego prawie-eks-małżonka - nawet mi się tu pisać o tym nie chce. Czasami po prostu przechodzi samego siebie....
Na razie to by było tyle:)
I dzięki Wam, dziewczyny, za słowa otuchy w komentarzach :) :*
Najważniejsze: Oliwka nie będzie miała aż tak rozległych blizn,jak na początku nam się wydawało. Rany szybko się zagoiły, na szczęście,
Najpierw pojechaliśmy na tydzień do Szczyrku : ja, Piotrek i Oliwcia.
Tam miałam mały wypadek, którego skutkiem była pęknięta ręka i wstrząśnienie mózgu, ale szybko się wylizałam.
Potem miałam zwolnienie lekarskie, więc pojechałyśmy z Oliwcią do mojej babci; ma domek przy samym lesie, na wsi... super sprawa taki urlop :)
Piotrek nie pojechał z nimi, bo skończyło mu się wolne i musiał wrócić do pracy.
Kiedy wróciłam, Piotrek pewnego sobotniego wieczoru zaskoczy mnie pytaniem: "Co byś powiedziała, gdybym zaproponował, żebyście się do mnie przeprowadziły?",
Nie muszę chyba mówić, jak zakończyła się ta rozmowa :D
Byłam tak zajęta przeprowadzką, ze nawet nie miałam głowy na pisanie.
Matka się na mnie śmiertelnie obraziła, że jeszcze nie mam rozwodu, a już mieszkam z innym chłopakiem.
Ciąża siostry okazała się zagrożona i, biedactwo, musi leżeć przez cały czas :(
Jeśli chodzi o Tomka - mojego prawie-eks-małżonka - nawet mi się tu pisać o tym nie chce. Czasami po prostu przechodzi samego siebie....
Na razie to by było tyle:)
I dzięki Wam, dziewczyny, za słowa otuchy w komentarzach :) :*
Tagi:
życie
28.08.2010 o godz. 01:27
komentuj (3)
Oliwka oblała się wrzątkiem.
Siedzieliśmy z Piotrkiem i z moją mamą, na kuchence gotował się rosół. Nie wiem, jak,kiedy, mała szturchnęła garnek... Poparzyła sobie rączkę i brzuszek.
Piotrek wpakował nas - obydwie upłakane i przerażone - w auto i zawiózł do szpitala. Tam powiedział : "Chyba powinnaś zadzwonić do Tomka, w końcu to jego córka".
Bałam się.
Cholernie się bałam, ze gdy przyjedzie, powie, ze jej nie pilnowałam, że byłam zbyt bardzo zajęta swoim chłopakiem czy coś podobnego...
Ale wiedziałam, że Piotrek ma rację; to jego córka i muszę go zawiadomić, że jesteśmy w szpitalu.
Przyjechał natychmiast ( może i jest skurwysynem, ale jedno trzeba mu przyznać: bardzo stara się dla Oliwki być jak najlepszym ojcem i na pewno bardzo ją kocha ); blady, wystraszony.
Kiedy go zobaczyłam, zaczęłam znowu płakać. Ale tym razem ze strachu, przed tym, co mogę od niego usłyszeć.
I wtedy zrobił ostatnią rzecz, jakiej bym się po nim w tej sytuacji spodziewała; ogarnął mnie ramieniem, oparł moja głowę na swojej piersi i powiedział coś w stylu "nie płacz, wszystko będzie dobrze".
Podał mi chusteczkę, bąknął jeszcze parę razy, że "kto to mógł przewidzieć...", że "Oliwka jest taka żywa, że naprawdę ciężko jej upilnować"...
Normalnie przewidywałam zupełnie odwrotną jego reakcję.
A to, co zrobił na koniec, w ogóle tak mnie zatkało, że nie umiałam wydusić z siebie ani słowa - podał Piotrkowi rękę (tak, tak, temu samemu Piotrkowi, którego zawsze nazywał "złamanym chujem", "moim rypacem" itp )i powiedział: Dzięki, stary.
Myślałam później, ze może teraz jakoś się to ułoży, skoro mój prawie-eks małżonek przekonał się, że Piotrek jest w porządku,że mu na nas zależy i że Oliwce bynajmniej nie dzieje się krzywda przez fakt, ze się spotykamy.
Gdzie tam...
Tomek przychodzi codziennie do Oliwki, bawi się z nią i w ogóle jest tak troskliwym i kochanym tatusiem, ze aż nie wierzę momentami.
Ale na Piotrka dalej reaguje alergicznie. I to bardzo. Chyba nawet bardziej niż przedtem.
Powiedział mu coś tak okropnego, że normalnie wstyd mi to tu napisać.
Pisałam kiedyś, ze Piotrek ma żydowskie korzenie. Nie wiem skąd mój szanowny małżonek o tym wie. W każdym razie wyjechał do niego z tekstem w stylu "waszego syna też obrzezasz?"...
Widziałam, jak Piotrek zacisnął zęby.
- Mój ojciec był Żydem, nie ja. Poza tym nie słyszałeś, że Żydzi i Indianie to najlepsi kochankowie właśnie przez to, ze są obrzezani?
Spróbował się nawet uśmiechnąć, ale wyglądało to bardziej na grymas bólu niż uśmiech.
Kiedyś Piotrek mi mówił, że dawno, dawno temu wszyscy mu dokuczali, ze ma Żydowskie pochodzenie. I bardzo go to bolało. Tylko że to były dzieciaki, które nie do końca wiedziały, co mówią - po prostu powtarzały powszechnie znane, antysemickie hasła, nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia.
A teraz pojechał po nim dorosły facet, zupełnie świadomy swoich słów. Facet, który celowo chciał zrobić mu przykrość. I to za nic. Bez żadnego powodu...
A ja, głupia myślałam, że ojciec mojego dziecka i chłopak, który chciałby dla Oliwki ojcem zostać, jakoś się dogadają...
- Nie przejmuj się - powiedział Piotrek, kiedy go później przepraszałam za zachowanie tego chuja garbatego. - Może nawet tak nie myśli, tylko po prostu żal mu dupę ściska, ze zajmuję jego miejsce w rodzinie; że jestem tata dla jego córki i że kocham jego żonę.
To właśnie najbardziej w Piotrku lubię; zawsze ciepłymi słowami umie odciągnąć moją uwagę od przykrych rzeczy:)
Siedzieliśmy z Piotrkiem i z moją mamą, na kuchence gotował się rosół. Nie wiem, jak,kiedy, mała szturchnęła garnek... Poparzyła sobie rączkę i brzuszek.
Piotrek wpakował nas - obydwie upłakane i przerażone - w auto i zawiózł do szpitala. Tam powiedział : "Chyba powinnaś zadzwonić do Tomka, w końcu to jego córka".
Bałam się.
Cholernie się bałam, ze gdy przyjedzie, powie, ze jej nie pilnowałam, że byłam zbyt bardzo zajęta swoim chłopakiem czy coś podobnego...
Ale wiedziałam, że Piotrek ma rację; to jego córka i muszę go zawiadomić, że jesteśmy w szpitalu.
Przyjechał natychmiast ( może i jest skurwysynem, ale jedno trzeba mu przyznać: bardzo stara się dla Oliwki być jak najlepszym ojcem i na pewno bardzo ją kocha ); blady, wystraszony.
Kiedy go zobaczyłam, zaczęłam znowu płakać. Ale tym razem ze strachu, przed tym, co mogę od niego usłyszeć.
I wtedy zrobił ostatnią rzecz, jakiej bym się po nim w tej sytuacji spodziewała; ogarnął mnie ramieniem, oparł moja głowę na swojej piersi i powiedział coś w stylu "nie płacz, wszystko będzie dobrze".
Podał mi chusteczkę, bąknął jeszcze parę razy, że "kto to mógł przewidzieć...", że "Oliwka jest taka żywa, że naprawdę ciężko jej upilnować"...
Normalnie przewidywałam zupełnie odwrotną jego reakcję.
A to, co zrobił na koniec, w ogóle tak mnie zatkało, że nie umiałam wydusić z siebie ani słowa - podał Piotrkowi rękę (tak, tak, temu samemu Piotrkowi, którego zawsze nazywał "złamanym chujem", "moim rypacem" itp )i powiedział: Dzięki, stary.
Myślałam później, ze może teraz jakoś się to ułoży, skoro mój prawie-eks małżonek przekonał się, że Piotrek jest w porządku,że mu na nas zależy i że Oliwce bynajmniej nie dzieje się krzywda przez fakt, ze się spotykamy.
Gdzie tam...
Tomek przychodzi codziennie do Oliwki, bawi się z nią i w ogóle jest tak troskliwym i kochanym tatusiem, ze aż nie wierzę momentami.
Ale na Piotrka dalej reaguje alergicznie. I to bardzo. Chyba nawet bardziej niż przedtem.
Powiedział mu coś tak okropnego, że normalnie wstyd mi to tu napisać.
Pisałam kiedyś, ze Piotrek ma żydowskie korzenie. Nie wiem skąd mój szanowny małżonek o tym wie. W każdym razie wyjechał do niego z tekstem w stylu "waszego syna też obrzezasz?"...
Widziałam, jak Piotrek zacisnął zęby.
- Mój ojciec był Żydem, nie ja. Poza tym nie słyszałeś, że Żydzi i Indianie to najlepsi kochankowie właśnie przez to, ze są obrzezani?
Spróbował się nawet uśmiechnąć, ale wyglądało to bardziej na grymas bólu niż uśmiech.
Kiedyś Piotrek mi mówił, że dawno, dawno temu wszyscy mu dokuczali, ze ma Żydowskie pochodzenie. I bardzo go to bolało. Tylko że to były dzieciaki, które nie do końca wiedziały, co mówią - po prostu powtarzały powszechnie znane, antysemickie hasła, nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia.
A teraz pojechał po nim dorosły facet, zupełnie świadomy swoich słów. Facet, który celowo chciał zrobić mu przykrość. I to za nic. Bez żadnego powodu...
A ja, głupia myślałam, że ojciec mojego dziecka i chłopak, który chciałby dla Oliwki ojcem zostać, jakoś się dogadają...
- Nie przejmuj się - powiedział Piotrek, kiedy go później przepraszałam za zachowanie tego chuja garbatego. - Może nawet tak nie myśli, tylko po prostu żal mu dupę ściska, ze zajmuję jego miejsce w rodzinie; że jestem tata dla jego córki i że kocham jego żonę.
To właśnie najbardziej w Piotrku lubię; zawsze ciepłymi słowami umie odciągnąć moją uwagę od przykrych rzeczy:)
Tagi:
życie
Naukowcy zaobserwowali [również], że miłość i nienawiść różnią się czymś więcej niż tylko znakami – plus minus. Badani rezonansem magnetycznym oglądający osobę ukochaną przejawiali znacznie niższą aktywność kory mózgowej w regionach decydujących o logicznym rozumowaniu i ocenie. Jak to wyjaśniają eksperci? W kontaktach z ukochaną/ukochanym jesteśmy bezkrytyczni. Gdy jednak mamy do czynienia z osobą, której nie lubimy, której w pewien sposób się obawiamy, aktywizują się obwody mózgu oceniające zachowanie przeciwnika. – W miłości po prostu szalejesz na punkcie tej osoby, a jeśli chodzi o nienawiść, koncentrujesz się na analizie jej kolejnego ruchu – tłumaczy Zeki. Mówiąc wprost – u zakochanych pewne części mózgu nie funkcjonują wcale. (http://www.biomedical.pl/aktualnosci/milosc-i-nienawisc-badania-neurologiczne-417.html)
Zorientowani wiedzą, że mój prawie-eks małżonek zawsze był skurwisynem, ale jakoś mi to umknęło; szydło z worka wyszło dopiero, gdy z oczu spadły mi klapki i zobaczyłam jego kochankę (której nawet chyba zbyt usilnie nie ukrywał).
Gdyby ludzie potrafili wykorzystywać swoje szare komórki, byłoby prościej.
Ostatnio Tomek zarzucił mi, że zamiast zajmować się Oliwką, włóczę się z jakimś (cyt.) "chujem po imprezach". Bo pech chciał, że widział mnie z Piotrkiem z pewien piątkowy wieczór, gdy wychodziliśmy z knajpy
(oboje mieliśmy wolny wieczór, więc poszliśmy się rozerwać, potańczyć... w końcu oboje mamy tylko po dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat; położyłam Oliwcię spać, zostawiłam ją pod opieką mojej siostrzycy i jej chłopaka i wyszłam na trochę poczuć, że żyję, więc nic złego chyba nie zrobiłam...?)
Poza tym ja malutką zajmuje się ciągle, podczas gdy Tomasz T. robi nie wiadomo co, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim, a u nas pojawia się kilka razy w tygodniu, pobawi się z córką klockami, zabiera dupsko i idzie. Pierdolony, weekendowy tatuś.
A gdzie jest, kiedy Oliwkę w nocy boki brzuszek i trzeba siedzieć jej go masować? Albo kiedy trzeba z małą iść do lekarza?
Tomek bardzo lubi mi orać psychę; żebym miała wyrzuty sumienia, że mogłabym być lepszą matką.
I wiecie co? Najczęściej się to temu złamasowi udaje, kurwa ;(
Zorientowani wiedzą, że mój prawie-eks małżonek zawsze był skurwisynem, ale jakoś mi to umknęło; szydło z worka wyszło dopiero, gdy z oczu spadły mi klapki i zobaczyłam jego kochankę (której nawet chyba zbyt usilnie nie ukrywał).
Gdyby ludzie potrafili wykorzystywać swoje szare komórki, byłoby prościej.
Ostatnio Tomek zarzucił mi, że zamiast zajmować się Oliwką, włóczę się z jakimś (cyt.) "chujem po imprezach". Bo pech chciał, że widział mnie z Piotrkiem z pewien piątkowy wieczór, gdy wychodziliśmy z knajpy
(oboje mieliśmy wolny wieczór, więc poszliśmy się rozerwać, potańczyć... w końcu oboje mamy tylko po dwadzieścia, dwadzieścia kilka lat; położyłam Oliwcię spać, zostawiłam ją pod opieką mojej siostrzycy i jej chłopaka i wyszłam na trochę poczuć, że żyję, więc nic złego chyba nie zrobiłam...?)
Poza tym ja malutką zajmuje się ciągle, podczas gdy Tomasz T. robi nie wiadomo co, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim, a u nas pojawia się kilka razy w tygodniu, pobawi się z córką klockami, zabiera dupsko i idzie. Pierdolony, weekendowy tatuś.
A gdzie jest, kiedy Oliwkę w nocy boki brzuszek i trzeba siedzieć jej go masować? Albo kiedy trzeba z małą iść do lekarza?
Tomek bardzo lubi mi orać psychę; żebym miała wyrzuty sumienia, że mogłabym być lepszą matką.
I wiecie co? Najczęściej się to temu złamasowi udaje, kurwa ;(
Tagi:
życie
Witaj Skarbie,
Pisze do Ciebie z nieba,
Mam nadzieje, że to przeczytasz…
Ref.: Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija,
Wybrałbym nieśmiertelność,
Bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.
1. Ja myślałem, że jestem nieśmiertelny
Zapomniałem, że przecież jestem wam potrzebny
Łatwo odejść bez podania ręki
By zostawić tych, którzy będą za mną tęsknić
Proszę Cię nie miej do mnie żalu
Znasz mnie przecież jechałem pomału
Wybacz mi, że tak głupio skończyło
Wiem wciąż myślisz, że wrócę do Ciebie za chwilę
Nie chciałem tak, mam tam parę spraw
Mam przyjaciół i mam tylko Ciebie od lat
Chcę podnosić wzrok co dzień rano
Widzieć świat taki jaki mi tu zapisano
Uwierz mi tu wcale nie jest źle
Co dzień jestem obok Ciebie lecz nie widzisz mnie
Gdybym dostał życie jeszcze jedno
Nie odszedłbym na pewno
Ref.: Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija,
Wybrałbym nieśmiertelność,
Bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.
2. Chciałbym żebyś sobie wszystko ułożyła
ale nie wiem czy byś potrafiła
Będziesz czekać jesteś taka jak ja
Nie chce szukać kogoś kto wypełni twój świat
Żyjesz wspomnieniami, żyjesz tym co było
Żyjesz tym co niestety się już zakończyło
Choć mieliśmy czasem gorsze dni
Mam nadzieje, że wierzyłaś w moją miłość
Powiedz mi ile siły trzeba w sobie mieć
Żeby takie sytuacje można było znieść
Całe Zycie w jednej chwili traci smak
A nadzieja upada jak płonący wrak
Chciałbym by to wszystko było snem
Żebyś mogła się obudzić i zobaczyć mnie
Może i dobrze, że życie nie jest wieczne
Bo wiem, że przyjdziesz do mnie jeszcze.
Ref.: Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija,
Wybrałbym nieśmiertelność,
Bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.
Pisze do Ciebie z nieba,
Mam nadzieje, że to przeczytasz…
Ref.: Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija,
Wybrałbym nieśmiertelność,
Bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.
1. Ja myślałem, że jestem nieśmiertelny
Zapomniałem, że przecież jestem wam potrzebny
Łatwo odejść bez podania ręki
By zostawić tych, którzy będą za mną tęsknić
Proszę Cię nie miej do mnie żalu
Znasz mnie przecież jechałem pomału
Wybacz mi, że tak głupio skończyło
Wiem wciąż myślisz, że wrócę do Ciebie za chwilę
Nie chciałem tak, mam tam parę spraw
Mam przyjaciół i mam tylko Ciebie od lat
Chcę podnosić wzrok co dzień rano
Widzieć świat taki jaki mi tu zapisano
Uwierz mi tu wcale nie jest źle
Co dzień jestem obok Ciebie lecz nie widzisz mnie
Gdybym dostał życie jeszcze jedno
Nie odszedłbym na pewno
Ref.: Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija,
Wybrałbym nieśmiertelność,
Bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.
2. Chciałbym żebyś sobie wszystko ułożyła
ale nie wiem czy byś potrafiła
Będziesz czekać jesteś taka jak ja
Nie chce szukać kogoś kto wypełni twój świat
Żyjesz wspomnieniami, żyjesz tym co było
Żyjesz tym co niestety się już zakończyło
Choć mieliśmy czasem gorsze dni
Mam nadzieje, że wierzyłaś w moją miłość
Powiedz mi ile siły trzeba w sobie mieć
Żeby takie sytuacje można było znieść
Całe Zycie w jednej chwili traci smak
A nadzieja upada jak płonący wrak
Chciałbym by to wszystko było snem
Żebyś mogła się obudzić i zobaczyć mnie
Może i dobrze, że życie nie jest wieczne
Bo wiem, że przyjdziesz do mnie jeszcze.
Ref.: Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija,
Wybrałbym nieśmiertelność,
Bo nasza miłość przetrwa całą wieczność.
Tagi:
życie
Dlaczego tak trudno nauczyć się życia, a tak łatwo je stracić?
Dlaczego przez kilka marnych sekund możemy stracić wszystko, co najcenniejsze?
Interpretacja dowolna.
Filmik mówi chyba sam za siebie...
Dlaczego przez kilka marnych sekund możemy stracić wszystko, co najcenniejsze?
Interpretacja dowolna.
Filmik mówi chyba sam za siebie...
Tagi:
życie
Rozprawa o wstydzie.
Podobno kobieta, jako istota bardziej złożona, odczuwa wstyd pięć razy w życiu, natomiast mężczyzna wstydzi się tylko dwa razy.
Tak więc kobieta odczuwa wstyd:
*trzeci raz jak pierwszy raz zdradza swojego męża,
No, cóż mężczyzna, istota prosta, wstydzi się:
Co to właściwie jest wstyd? I dlaczego to, co dla jednych jest normą, dla drugich to wstyd, hańba i nieobyczajne zachowanie?
Jak Jagoda z "Wyspy szatana" Minkowskiego, kiedy rozłożyła nogi przed Leliwą... ale to chyba nie ważne.
Albo Christine z "My, dzieci z dworca ZOO", która już pewnie nawet nie pamięta, przed kim je rozkładała.
Albo ten internetowy pamiętnik ekskluzywnej londyńskiej dziwki...
Dlaczego moja matka na wieść, że zostanie babką, że jej najmłodsza córka wyda na świat nowe życie, ukryła twarz w dłoniach i szepnęła łzawo: "Znowu taki wstyd... i za co?", podczas gdy matka prowodyra owej ciąży - kiedy minął jej pierwszy szok - autentycznie się ucieszyła,a jej mąż ze szczęścia postawił kolegom flaszkę wódki "co by się małe zdrowe i różowe urodziło"?
To, co zwykle pragniesz zbliżyć do ust,
Raz zdaje się być bliskie, a raz dalekie.
Wciąga cię bez reszty w dziwną grę
Między niewinnością a grzechem...
... tyle ich, co koszmarnych snów jedną spoconą nocą...
... tyle ich, co koszmarnych snów jedną spoconą nocą...
...i kop mnie jeszcze
i tak już nic nie czuję
przecież kopiesz obłok
nie słyszę już sygnałów karetek pogotowia, histerycznego pisku opon...
i kop mnie jeszcze..
...i kop mnie jeszczeeeeeeeeeeee ....
Podobno kobieta, jako istota bardziej złożona, odczuwa wstyd pięć razy w życiu, natomiast mężczyzna wstydzi się tylko dwa razy.
Tak więc kobieta odczuwa wstyd:
*trzeci raz jak pierwszy raz zdradza swojego męża,
No, cóż mężczyzna, istota prosta, wstydzi się:
Co to właściwie jest wstyd? I dlaczego to, co dla jednych jest normą, dla drugich to wstyd, hańba i nieobyczajne zachowanie?
Jak Jagoda z "Wyspy szatana" Minkowskiego, kiedy rozłożyła nogi przed Leliwą... ale to chyba nie ważne.
Albo Christine z "My, dzieci z dworca ZOO", która już pewnie nawet nie pamięta, przed kim je rozkładała.
Albo ten internetowy pamiętnik ekskluzywnej londyńskiej dziwki...
Dlaczego moja matka na wieść, że zostanie babką, że jej najmłodsza córka wyda na świat nowe życie, ukryła twarz w dłoniach i szepnęła łzawo: "Znowu taki wstyd... i za co?", podczas gdy matka prowodyra owej ciąży - kiedy minął jej pierwszy szok - autentycznie się ucieszyła,a jej mąż ze szczęścia postawił kolegom flaszkę wódki "co by się małe zdrowe i różowe urodziło"?
To, co zwykle pragniesz zbliżyć do ust,
Raz zdaje się być bliskie, a raz dalekie.
Wciąga cię bez reszty w dziwną grę
Między niewinnością a grzechem...
... tyle ich, co koszmarnych snów jedną spoconą nocą...
... tyle ich, co koszmarnych snów jedną spoconą nocą...
...i kop mnie jeszcze
i tak już nic nie czuję
przecież kopiesz obłok
nie słyszę już sygnałów karetek pogotowia, histerycznego pisku opon...
i kop mnie jeszcze..
...i kop mnie jeszczeeeeeeeeeeee ....
Tagi:
wstyd
W środę zostałam zaproszona do przedszkola na uroczysty apel z okazji DNIA MATKI: dzieci recytowały wierszyki, śpiewały i tańczyły, a moja Oliwka ogrywała rolę żywej dekoracji (została przebrana za kwiatuszka, którego zadaniem było śpiewanie wraz z innymi dzieciakami). Ależ byłam dumna:)
Wręczono laurkę, przedstawiającą moją podobiznę, którą Oliwka narysowała sama (obrazek nie bardzo mnie przypominał, ale liczy się gest).
Później Tomek, mój prawie-eks-małżonek (dla niezorientowanych), zrobił dla mnie wraz z Oliwką naszyjnik z kolorowych guzików i makaronu, którego malutka dało mi, mówiąc z ważna miną: "Tata tylko trzymał nitkę, a wszystko ja nawlekałam, nie myśl sobie, że dużo mi pomógł".
Wieczorem zaś przyszedł Piotrek. Mrugnął do Oliwki:
- Chyba nie pozwolimy mamie w jej święto robić kolacji?
Zagonili mnie do pokoju, gdzie mogłam spokojnie odprężyć się z książką w dłoni, a sami zabarykadowali się w kuchni, skąd dochodziły mnie zadowolone piski mojej córki i ciągłe, typowe dla niej "daj, ja sama!!", "teraz ja tak zrobię!!".
Po dłuuuuuuuuższej chwili przynieśli mi talerz "czarodziejskich" kanapek (tak nazwała je Oliwka); były to kromki udekorowane uśmiechniętymi buźkami z pomidorów, bułeczki z serem, na których napisano ketchupem "KOCHAM CIĘ, MAMO" i serduszka wycięte z chleba.
Mała była przeszczęśliwa, że mogła zrobić prawdziwą kolację, a ja wzruszona pomysłem Piotrka.
Kiedy udało nam się już uśpić małą, niesamowicie zadowoloną z siebie i zmęczoną po niezwykle pracowitym jak dla niej dniu, poszliśmy z Piotrkiem na piwo.
A potem - czego być może nie powinnam tu pisać - został u mnie pierwszy raz na noc.
Oby jak najwięcej takich cudownych dni :)
Wręczono laurkę, przedstawiającą moją podobiznę, którą Oliwka narysowała sama (obrazek nie bardzo mnie przypominał, ale liczy się gest).
Później Tomek, mój prawie-eks-małżonek (dla niezorientowanych), zrobił dla mnie wraz z Oliwką naszyjnik z kolorowych guzików i makaronu, którego malutka dało mi, mówiąc z ważna miną: "Tata tylko trzymał nitkę, a wszystko ja nawlekałam, nie myśl sobie, że dużo mi pomógł".
Wieczorem zaś przyszedł Piotrek. Mrugnął do Oliwki:
- Chyba nie pozwolimy mamie w jej święto robić kolacji?
Zagonili mnie do pokoju, gdzie mogłam spokojnie odprężyć się z książką w dłoni, a sami zabarykadowali się w kuchni, skąd dochodziły mnie zadowolone piski mojej córki i ciągłe, typowe dla niej "daj, ja sama!!", "teraz ja tak zrobię!!".
Po dłuuuuuuuuższej chwili przynieśli mi talerz "czarodziejskich" kanapek (tak nazwała je Oliwka); były to kromki udekorowane uśmiechniętymi buźkami z pomidorów, bułeczki z serem, na których napisano ketchupem "KOCHAM CIĘ, MAMO" i serduszka wycięte z chleba.
Mała była przeszczęśliwa, że mogła zrobić prawdziwą kolację, a ja wzruszona pomysłem Piotrka.
Kiedy udało nam się już uśpić małą, niesamowicie zadowoloną z siebie i zmęczoną po niezwykle pracowitym jak dla niej dniu, poszliśmy z Piotrkiem na piwo.
A potem - czego być może nie powinnam tu pisać - został u mnie pierwszy raz na noc.
Oby jak najwięcej takich cudownych dni :)
Tagi:
pidżama porno
Pochwalę Wam się;
Zapytałam ostatnio Piotrka, dlaczego taki inteligentny, dowcipny, dwudziestosześcioletni chłopak jak on, nie poszuka sobie dziewczyny bez zobowiązań - wolnej, bez dziecka, a zatem dyspozycyjnej, niezależnej.
Wiecie, co mi odpowiedział?
- Nie szukam wrażeń ani przygód. Gdyby tak było, pewnie miałbym teraz szesnastoletnią loliotkę o nieprzeciętnej aparycji, ale za to z IQ na poziomie NASZEJ Oliwki, podniecającą moim starym oplem (nazwał Oliwcię NASZĄ !!!!! :):) ). Byłaby taka, jak mówisz: wolna, niezależna, dyspozycyjna.
Ale nie chcę takiej. Chcę mądrą, taką, która wie, co w życiu ważne, taką, z którą mógłbym być szczęśliwy, a nie tylko zamroczony alkoholem i kolejnymi imprezami.
I mam. Ciebie.
Wiecie, jak się poczułam?
Popłakałam się, jak ostatnia kretynka.
Tagi:
the ramones
Mieszkam na pierwszym piętrze. Mój blok był zalany - woda sięgała około 1,5 metra. Teraz znacznie opadła.
Pode mną mieszka starsze małżeństwo; nie mają do czego wracać. Meble do wyrzucenia, panele podłogowe także, niedawno odmalowane pokoje pewnie nie nadają się teraz do użytku.
A to przecież kropla w morzu. Ile rodzin straciło dorobek całego swojego życia? Ile budynków mieszkalnych całkowicie zniszczyła woda? Ilu zdesperowanych rodaków ze łzami w oczach opuszczało swoje domostwa, mając tę cholerną świadomość, że pewnie już nie będzie do nich po co wracać? ...
Dlaczego te skurwisyny nie ogłoszą tego pierdolonego stanu klęski? Czy te nadchodzące wybory naprawdę są aż tyle warte?
A na koniec tylko kilka słów pocieszenia, które doskonale pamiętamy z roku 1997; wtedy to mieszkańcy mojego miasteczka z żalem patrzyli na tragedie powodzian, teraz sami jesteśmy bohaterami podobnej katastrofy.
Tylko tyle z mojej strony...
Pode mną mieszka starsze małżeństwo; nie mają do czego wracać. Meble do wyrzucenia, panele podłogowe także, niedawno odmalowane pokoje pewnie nie nadają się teraz do użytku.
A to przecież kropla w morzu. Ile rodzin straciło dorobek całego swojego życia? Ile budynków mieszkalnych całkowicie zniszczyła woda? Ilu zdesperowanych rodaków ze łzami w oczach opuszczało swoje domostwa, mając tę cholerną świadomość, że pewnie już nie będzie do nich po co wracać? ...
Dlaczego te skurwisyny nie ogłoszą tego pierdolonego stanu klęski? Czy te nadchodzące wybory naprawdę są aż tyle warte?
A na koniec tylko kilka słów pocieszenia, które doskonale pamiętamy z roku 1997; wtedy to mieszkańcy mojego miasteczka z żalem patrzyli na tragedie powodzian, teraz sami jesteśmy bohaterami podobnej katastrofy.
Tylko tyle z mojej strony...
Tagi:
życie
Moja rodzicielka jakoś pogodziła się z faktem, że jej starsza córka stanęła na ślubnym kobiercu z brzuchem okrągłym jak balonik.
Ciekawe, jak zniesie wiadomość, że jej osiemnastoletnie oczko w głowie, czyli moja niesforna siostrzyca, także zasłużyła na miano zowitki, na dodatek z chłopcem o rok młodszym od siebie.
Kaśka umiera ze strachu. Postanowili, ze najpierw powiedzą rodzicom Marcina, którzy - według nich - nie powinni robić awantury, a dopiero potem naszej staroświeckiej matuli o niesamowicie konserwatywnych poglądach.
Swoją drogą, zabawne; zawsze ja byłam czarną owcą w rodzinie - starszy brat, poważny, poukładany chłopak, poszedł na studia dzienne, ma porządną dziewczynę (od kilku lat niezmiennie tę samą i jakoś udało im się nie zaciążyć przez ten długi okres ich burzliwego związku); młodsza siostra - skarb rodzinny - zawsze bardzo dobrze się uczyła, ostatnio nawet spotykała się z bardzo sympatycznym chłopcem, który naprawił im suszarkę do włosów i przez ten fakt wychwalono go tak samo jak Kasię.
Tylko to środkowe dziecko się nie udało; w wieku lat niespełna siedemnastu przyniosło do domu małe, płaczące zawiniątko, które zmusiło ją do małżeństwa bez perspektyw i które - zgodnie z przewidywaniami - nie przetrwało nawet dwóch marnych lat. Tylko to środkowe dziecko nie uczyło się dobrze i nigdy nie planowało pójścia na studia.
A teraz, kiedy okazuje się, że mamy pod dachem kolejną zowitkę boje się prawie tak samo jak Kaśka. Matka chyba dostanie zawału - ta pobożna, prawa kobieta... Znowu powie "taki wstyd".
Szkoda mi Kaśki. Naprawdę.
Tagi:
pidżama porno
... urodził się.
Tomek powoli dziadzieje - ciągle pije, jeździ autem napierdolony jak kopara, nie goli się, ostatnio (teściowa mi się skarżyła) spał na ławce pod blokiem.
Bydle z niego, ale nie życzę mu źle - nie chcę żeby się zapił, albo roztrzaskał gdzieś o drzewo, kiedy prowadzi samochód po spożyciu, a wszystko wskazuje na to, że ten grzbiet właśnie do tego dąży.
Moja mama powiedziała tylko tyle: Ciesz się, dziecko, że cię zostawił i wyniósł się z domu, zanim zaczął tak chlać, bo byś miała już życie całkiem zmarnowane.
Zrobiła mi się trochę przykro na te słowa, ale mama ma rację. Chyba.
Brat natomiast skomentował to inaczej:Gdybyście oboje byli mądrzejsi, może obyłoby się bez rozwodu i Tomek by teraz nie pił, a ty przez niego nie beczała.
Dziękuje za te mądrości braciszku - warknęłam. Obiecuję, że teraz będę się zabezpieczać i nie zajdę już w ciążę, jeśli o to ci chodziło.
Wiem, że nie to miał na myśli.
Ogólnie jestem dość uszczypliwa, kłótliwa, Tomek też... Brat chyba to chciał powiedzieć - Tomasz był nie w porządku, ale ja też dodałam swoje trzy grosze i efekty widać teraz...
Ehh...
Tagi:
ehh..
Smutne twarze smutnych ludzi, którzy nie potrafią dostrzegać 'drugiego dna' wszechobecnej beznadziei
Koleżanka ze szkoły powiedziała mi ostatnio: "Kiedyś byłaś inna - nie myślałaś tak przyziemnie i płytko, we wszystkim widziałaś drugie dno, jakiś głębszy sens; a teraz? Żyjesz jak statystyczny Polak. Nie przeszkadza ci to?".
Tak, kiedyś byłam inna. Zawsze mówiłam - nie chcę żyć od wypłaty do wypłaty, jak wszyscy, chcę być inna, potrzebna ludziom, zrobić coś, co zostanie tu po mnie, kiedy stanę się już tylko wspomnieniem; chcę zostawić po sobie jakiś ślad.
Rzeczywiście tak myślałam.
I ci wszyscy ludzie, którzy wsiadają do autobusu o 05.17, żeby na szóstą dojechać do roboty, ci milczący, wciąż jeszcze zaspani Polacy, na twarzach których maluje się wyraz permanentnej rezygnacji, pewnie także mając te cholerne naście lat kierowali się wzniosłymi ideami, lecz życie - niestety! - pokazało im, jakie jest okrutne i co robi z ludzkimi marzeniami, żłobiąc przy tym na ich ponurych obliczach głębokie bruzdy ciężaru egzystencji.
Monika, masz rację. Zmieniłam się. Żyję tak, jak wszyscy - nijak, schematycznie, a moje życie wyznaczają comiesięczne opłaty za przedszkole, gaz i prąd.
I wiesz co - nie zamieniłabym się z Tobą. Co z tego, że wciąż próbujesz resocjalizować margines, "czynić dobro" ludziom, którzy na pewno z chęciom napluliby Ci w twarz, skoro wróciwszy do domu późnym wieczorem, nikt na Ciebie nie czeka.
Masz rację żyje nijak przez Oliwię.
Przez nią i dla niej.
W nadziei, że być może kiedyś ona będzie miała szansę spełnić takie marzenia, które dla mnie są już tylko przykrym wspomnieniem.
Tagi:
dżem
Oliwię zabrała do siebie dzisiaj babcia, więc w moim domu panuje błoga cisza i spokój :) Żadnych wrzasków i pisków, żadnych porozrzucanych na podłodze zabawek... Przyda mi się taki dzień 'wolnego' od tego mojego małego szczęścia, które potrafi być baaaardzo męczące :) Na szczęście zanim zdążę zatęsknić, przywiozą ją z powrotem.
:)
Tagi:
blablabla
Nie musicie się ze mną zgadzać.
Nie było mnie tu trochę. Z przyczyn niezależnych od operatora.
Umarł mój teść. Szczerze mówiąc, widziałam go tylko kilka razy w życiu - pierwszy raz, gdy poszliśmy zaprosić go na ślub, potem na weselu, na chrzcinach Oliwki i może jeszcze z trzy razy, przy jakichś większych okazjach.
Nie mieszkał z teściową, a ze swoimi dziećmi prawie się nie kontaktował.
Poszłam na pogrzeb. Jeszcze w domu Tomek stał przy trumnie i płakał jak małe dziecko.
Wiecie, pierwszy raz widziałam łzy tego skurwiela. I zrobiło mi się go tak strasznie żal...
Późnym wieczorem przyjechał do mnie - swoim autem, napierdolony jak kopara. To chyba cud, że się po drodze nie zabił.
Płakał, smarkał, i marudził, że nie odwiedzał taty, a teraz go nie ma i nigdy go już nie zobaczy, bla bla bla blabla...
I powiedział coś jeszcze. Coś w stylu "zawsze wszystko spierdolę, z głupoty straciłem rodzinę, żonę, córkę... a teraz nawet nie mam do kogo iść, kiedy jest mi źle, nie mam nic".
...się romantyczny, złamas, zrobił, nie?
Zabrałam mu kluczyki, rozebrałam, położyłam w swoim łóżku.
Rano zrobiłam mu jajecznicę (bo bardzo lubi, a mi naprawdę było go tak strasznie żal). Jadł w milczeniu.
Potem podziękował za wszystko, przeprosił za kłopot i zaczął się zbierać do wyjścia.
Zapytałam dlaczego przyjechał do nas.
Odpowiedział, że pomyślał, że gdzie miałby iść, jeśli nie do żony i do córki, ale tylko dlatego,że był pijany. Po trzeźwemu nie odważyłby się na to.
... i wtedy pierwszy raz od bardzo, bardzo dawna po przyjacielsku uścisnął mi dłoń na pożegnanie, a ja pomyślałam, że nawet nie jest z niego takie totalne bydle, jak mi się czasami wydaje.
Tagi:
pidżama porno
życie
Normalnie, nie wierzę.
Wdepnęłam wczoraj po drodze do pracy do antykwariatu (przeczytałam już wszystko, co w moim domu nadawało się do czytania, a bez książki pod ręką jest mi niemal źle, dlatego często odwiedzam antykwariaty, bo można tam za śmieszne pieniądze kupić naprawdę fajne pozycje).
Zachwycona "Ciemną areną", "Ojcem Chrzestnym" i "Omertą" zapytałam o inne powieści Puzo.
Sprzedawczyni zatrzepotała posklejanymi od tuszu rzęsami.
- Jakiej książki pani szuka, bo nie rozumiem?
- Mario Puzo - powtórzyłam.
Kobieta pokręciła z zakłopotaniem głową.
- Nigdy o takim nie słyszałam, więc raczej nie mamy.
Zrezygnowana wyszłam za sklepu.
Rozumiem, że kogoś może gówno obchodzić literatura, że może nie znać nazwiska Puzo, a nawet, że dziwi się na dźwięk słowa "Omerta".
Nie rozumiem tylko, jak taka osoba może sprzedawać w antykwariacie.
Nawiasem mówiąc, ostatnio kupiłam kryminał "Apacze" (Lorenzo Carcaterra) - powieść 318 stron, którą trzeba było napisać, przetłumaczyć na język polski, wydrukować, wydać, a kosztuje 15 zł (nie w antykwariacie, pragnę zaznaczyć - kupiłam ją nową). Beznadziejnie tanio, porównując to np. z ceną papierosów, kiedy to podobną kwotę w ciągu kilkunastu godzin bez sensu puszczam z dymem w atmosferę...
Ehh...
Wdepnęłam wczoraj po drodze do pracy do antykwariatu (przeczytałam już wszystko, co w moim domu nadawało się do czytania, a bez książki pod ręką jest mi niemal źle, dlatego często odwiedzam antykwariaty, bo można tam za śmieszne pieniądze kupić naprawdę fajne pozycje).
Zachwycona "Ciemną areną", "Ojcem Chrzestnym" i "Omertą" zapytałam o inne powieści Puzo.
Sprzedawczyni zatrzepotała posklejanymi od tuszu rzęsami.
- Jakiej książki pani szuka, bo nie rozumiem?
- Mario Puzo - powtórzyłam.
Kobieta pokręciła z zakłopotaniem głową.
- Nigdy o takim nie słyszałam, więc raczej nie mamy.
Zrezygnowana wyszłam za sklepu.
Rozumiem, że kogoś może gówno obchodzić literatura, że może nie znać nazwiska Puzo, a nawet, że dziwi się na dźwięk słowa "Omerta".
Nie rozumiem tylko, jak taka osoba może sprzedawać w antykwariacie.
Nawiasem mówiąc, ostatnio kupiłam kryminał "Apacze" (Lorenzo Carcaterra) - powieść 318 stron, którą trzeba było napisać, przetłumaczyć na język polski, wydrukować, wydać, a kosztuje 15 zł (nie w antykwariacie, pragnę zaznaczyć - kupiłam ją nową). Beznadziejnie tanio, porównując to np. z ceną papierosów, kiedy to podobną kwotę w ciągu kilkunastu godzin bez sensu puszczam z dymem w atmosferę...
Ehh...
Tagi:
ehh
Zacznę od tego, że ojciec Piotrka był Żydem, a matka Katoliczką, zatem zna on podstawy obydwu tych wyznań, lecz z żadnym się nie utożsamia.
Zapytałam go ostatnio, czy nie czuje czasami potrzeby, aby wierzyć w jakąś siłę wyższą. Zaczął przedstawiać mi swoje teorie, z których - mówiąc szczerze - niewiele zrozumiałam.
- Ale jak można tak żyć w nic nie wierząc?
- Masz rację - odpowiedział. - Trzeba wierzyć. Przede wszystkim w siebie i we własne możliwości. Co z tego, że będę się modlił o spełnienie marzeń, jeśli nie zrobię nic w tym kierunku, żeby je spełnić, bo tak naprawdę nie wierzę, że może mi się udać?
Nie chcę, by zabrzmiało to jak agitacja przeciw Kościołowi, w którym zostałam wychowana i w którym wychowuje swoje dziecko. Nie jestem gorliwą katoliczką, przyznam się bez bicia.
I Piotrek ma chyba dużo racji...
Nie lubię wypowiadać się w kwestiach takich jak wiara - w takich, w których właściwie nie można jednoznacznie stwierdzić, co jest prawdą, a co iluzją...
Tagi:
blablabla


